poniedziałek, 30 maja 2016

Kompleksy

Zaczęłam się ostatnio zastanawiać skąd się biorą kompleksy. Dlaczego tak często młodzi ludzie czują się niedowartościowani. Gdzie leży problem i czy aby na pewno w nas?
źródło: https://i.wpimg.pl/648x0/i.abczdrowie.pl.sds.o2.pl/gallery/2014/09/05/depresja-jednobiegunowa_a042.jpg

1. Rodzina

Tu wszystko się zaczyna. To podstawowa komórka społeczna. To w niej zaczynamy poznawać siebie, odkrywać swoje predyspozycje i doznajemy pierwszej krytyki. Krytyka to tutaj słowo klucz. Od dziecka jesteśmy atakowani przez swoich najbliższych. Często robią to nieświadomie. Jak Ty wyglądasz? W co się ubrałeś? Jedz mniej słodyczy, bo jesteś już gruby! A z niej to jakaś anorektyczka, jakie ma chude nogi.
Zapewne dziecko nie zwróciłoby uwagi na swoje nogi czy piegi. Nawet nie wie, że nogi nie są takie jak powinny być, a piegi są passe. Jednak dorośli nie omieszkają im o tym powiedzieć. Wysyłają młodemu człowiekowi komunikat: jesteś nie taki jak powinieneś być.
Ile negatywnej energii w tych wypowiedziach. Niby niewinne słowa, ale jak potrafią zranić. Jeżeli taki młody człowiek w nie uwierzy to może nabawić się kompleksów. Nie powinniśmy kierować takich uwag do naszych bliskich,bo istnieje ryzyko, że zaczną myśleć, że wszyscy zwracają uwagę tylko na ich mankamenty, a w ogólnie nie dostrzegają pozytywnych aspektów.

2. Media

No jak popatrzymy na kolorowe okładki to można się nabawić kompleksów. Jakie tam są piękne kobiety, jacy idealni mężczyźni. Tylko się zachwycić. Tylko się zachwycić. Tylko się zachwycić.. I tyle. Nie powinniśmy robić nic więcej. Nie powinniśmy się porównywać do tych obrazkowych pań i panów. Po pierwsze oni zarabiają ciałem, a po drugie mają photoshopa (taki program do obróbki zdjęć ;)) Nie będziemy tacy jak oni. Oni wykonują swój zawód. My mamy inne zajęcia. W większości harmonogramów pracy nie ma obowiązkowej siłowi i diety. Oczywiści powinniśmy dbać o siebie, ale nie powinniśmy popadać w kompleksy.

3. Otoczenie

Ludzie, z którymi przychodzi nam współpracować, żyć, obcować na co dzień bywają bardzo różni. Niestety w większości mają oni kompleksy. Wiem jak było u mnie. Moja mama ma kompleks, że kiedyś było jej trochę więcej. W związku z tym jak przybędzie mi kilogram od razu mówi: ale masz boczki, trochę Ci się przytyło. Nie robi tego złośliwie, ale to ona ma ten kompleks nie ja. Mnie nie przeszkadza, że mam ten kilogram więcej, zwłaszcza, że jestem szczupła. Ja akceptuję siebie. Lubię to jak wyglądam i jakoś udało mi się nie popaść w kompleksy, chociaż było trudno. Moja siostra zawsze mi powtarzała, ale masz płaski tyłek poćwicz, ale jesteś złośliwa. Próbowała wpędzić mnie w kompleksy, bo sama je ma. To nie ja jestem złośliwa tylko ona, to nie ja mam płaski tyłek, ale ona ma (a właściwie miała, bo ćwiczy i teraz ma super pupę).

Kompleksy to informacja wysyłana przez otoczenie, negatywna i często nieprawdziwa. Nie możemy przyjmować tych wszystkich informacji za fakty. Dla nas to powinno być sygnał, że coś nie w porządku z tym kto to mówi. ;) Oczywiście w rodzinie powinniśmy zwracać sobie uwagę i być ze sobą szczerzy. Tylko musimy to robić z szacunkiem, delikatnie i na osobności.
Życzę wszystkim, żeby zapomnieli, że mają jakieś defekty, albo pamiętali o tym, że każdy je ma!

piątek, 27 maja 2016

4 zimne napoje na upalne dni

Czerwiec to początek wakacji i czas upalnych dni. My Polacy (jako naród narzekający) w tym okresie marudzimy och jak gorąco, ahh jak duszno, ufff nie da się wytrzymać. ;) Żeby trochę sobie ulżyć sięgamy po zimne napoje. Oto zestawienie moich czterech ulubionych na upalne dni.

4. Ice tea, czyli mrożona herbata

źródło: http://www.milionkobiet.pl/files/2015_06/mrozona-herbata-ff4aaf3e3957aa72fb23d375df9feaa5aae7_3cbf4f.jpg

Wystarczy przygotować napar z czarnej herbaty. Dodać do niego trochę cukru. Ostawić do przestygnięcia, a w międzyczasie wycisnąć trochę soku z cytryny. Do ostygniętej herbaty dodajemy sok z cytryny, kostki lodu i cieszymy się orzeźwiającym napojem.

3. Kawa mrożona

żródło: https://www.lodoweinspiracje.pl/var/plain_site/storage/images/home/recipes/ice-coffee/4987-4-eng-GB/Mrozona-kawa.jpg
W upalne dni sprawdza się lepiej niż tradycyjna kawa. Do szklanki wsypujemy kawę rozpuszczalną i zalewamy ja gorącą wodą. Uwaga! Lejemy odrobinę wrzątku (ok. 30 ml), tyle ile potrzeba, żeby rozpuścić kawę. Do kawy dodajemy cukier i lód. Następnie zalewamy w połowie zimnym mlekiem i wodą mlekiem i wodą. Do smaku możemy dodać bitą śmietanę, a zamiast lodu - lody o ulubionym smaku. W tym przypadku radziłabym zrezygnować z cukru, żeby nasz napój nie był za słodki.


2. Lemoniada

https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRoNmMCQT7iPuKI_GZC4J7MRl3wpjN1qXZC0GnUwi9lPXS8jmZL
Chyba każdy z nas lubi ten cytrynowy smak. Potrzebujemy wody, cytryn i cukru. Wyciskamy sok z cytryn (na 1 litr wody potrzebujemy 2 cytryn), wlewamy go do wody i dodajemy cukier (ok. pół szklanki). Teraz tylko odrobina lodu i jest nam bardzo rześko.  

1. Mój absolutny faworyt na upalne dni! Woda z cytryną i miętą

źródło: http://dietydlazdrowia.cba.pl/images/woda-z-cytryna-mit-1.jpg
Wodę mineralna przelewamy do dzbana. Cytrynę kroimy w plasterki i dodajemy do wody. Na koniec dorzucamy miętę i wstawiamy na około godzinę do lodówki. Banalnie proste i niebanalnie pyszne.

środa, 25 maja 2016

Dzień matki, czyli kilka słów o tym, kiedy stajemy się matką

źródło: http://www.deon.pl/gfx/deon/pl/defaultaktualnosci/43/199/1/718365993.jpg

Zbliża się bardzo ważne święto DZIEŃ MATKI. Niezwykłe święto życia. Rzadko spotykam się z taki podejściem, a szczerze mówiąc w ogóle. Smuci mnie to trochę, bo dla mnie jest to celebracja wspaniałego cudu narodzin. Dlaczego?

Zastanówmy się nad tym, kiedy stajemy się matką. Odpowiedź jest banalna: w momencie narodzin naszego pierworodnego dziecka. (Trochę upraszczam, bo nie uwzględniam kobiet, które straciły ciąże, być może one też już czuły się matkami - nie wiem).
Wychodząc od narodzin, zaczęłam się zastanawiać nad rolami, w które wchodzimy krzycząc na porodówce: włóżcie mnie z powrotem, tu jest za zimno, za jasno i już czuję, że będzie ciężko. Na pewno pierwszą jest rola córki/syna, do tego ewentualnie siostry/brata, a dalej wnuczki, kobiety, siostrzenicy, kuzynki. Mnóstwo ról, które dostajemy na wstępie. Jednak zauważcie, że żadna z nich nie jest tak doceniana, opisywana i celebrowana jak rola matki, której w tym pierwszym, nadanym nam katalogu nie ma. Skąd w naszej kulturze wzięła się taka świętość matki i dlaczego tak często pomijamy ojca, a także sprawcę całego zdarzenia - dziecko. Przecież bez niego nie byłoby ani ojca, ani matki. Dlaczego nie uczy się nas, że powinniśmy być dobrym dzieckiem, sprawiać radość rodzicom i wpierać ich, chociażby uśmiechem. Dlaczego nie powiemy rola syna/córki jest bardzo ważna! Każemy kobietom strać się być wzorowymi matkami, ale nie każemy córkom i synom być wzorowymi dziećmi.

Weźmy do ręki chrześcijański dekalog znajdziemy tam czwarte przykazanie: czcij ojca swego i matkę swoja. Nie ma tam ani słowa bądź najlepszą matka, ojcem na świecie. Jest jedynie obowiązek szacunku dla rodziców, obojga rodziców. Co więcej ten obowiązek nie jest jakkolwiek warunkowany. Masz czcić matkę i ojca bez względu na okoliczności. Masz okazać im szacunek co do zasady, a nie w określonych okolicznościach. Masz obowiązek być wzorowym dzieckiem, a przynajmniej się starać.

Dzisiaj świat robi zupełnie na odwrót. Dzieci mogą być różne. Co więcej nawet nikt nie pomyśli, żeby kazać im się starać. Ale matka uuu ta to musi być perfekcyjną panią domu, komikiem, super kucharką, pielęgniarką i darmową taksówką na zawołanie swojego dziecka. No bo przecież to dziecko na świat się nie pchało, sama chciała, jak myślała macicą to niech teraz zakasa rękawy i bierze się do roboty.

Chyba coś się w tym świecie poprzestawiało i zmierza w dziwnym kierunku. Oczywiście, jeżeli ktoś decyduje się na dziecko (albo życie decyduje za niego), musi być odpowiedzialny za nowe życie. Jednak to wcale nie oznacza, że to nowe życie nie ma żadnych obowiązków wobec swoich rodziców. Ma jeden podstawowy: okazywać szacunek bez względu na okoliczności. Tego właśnie powinien uczyć współczesny świat. Rola dziecka powinna być podkreślana i powinno się mówić na czym ona polega i jak bardzo jest ważna. Wtedy każdy młody człowiek czułby się bardziej wartościowy i odpowiedzialny, no bo przecież taka rola przypadła mu w udziale.

Życzę wszystkim mamom wytrwałości, uśmiechu i szacunku, a wszystkim dzieciom, by nie zapomniały, że bez nich mama nie byłaby mamą, a tata tatą.

wtorek, 24 maja 2016

Zaczynamy, czyli kilka słów o tym po co mi ten blog i co mnie przyprawia o siwe włosy

Inspiracją do pisania własnego bloga stały się dla mnie inne twórcze blogi. Dużo czytam, przeglądam, mam wiele przemyśleń, którymi chcę się podzielić i tak sobie niewinnie pomyślałam, że blog to może być super przygoda. Dla mnie to szansa na wymianę opinii z przeróżnymi ludźmi, których być może nigdy nie spotkam.

Opowiem Wam trochę o sobie. ;)

Żyję jak większość moich rówieśników (czyt. pokolenie początku lat90.) w ściśle określonym schemacie. Chyba wiecie jakim?

1. Szkoła! No musisz się mieć dobre oceny, to da Ci prace, świetlaną przyszłość, dzięki nauce spełnisz marzenia. 

źródło: http://www.zsa.elblag.pl/media/czesne.jpg

Trochę się z tym zgadzam, a trochę czuje się oszukana. Prawdą jest, że nauka rozwija, stwarza możliwości, szanse. Tylko dlaczego nikt mi wcześniej nie powiedział, że ważniejsze od piątek w szkole, jest czytanie, poznawanie i uczenie się na własna rękę przydatnych rzeczy? Nasz system edukacji jest niewydolny, bardzo niewydolny. W sumie o błędach w naszym systemie można byłoby rozprawę napisać... Pozwolę sobie skończyć na tym, że dobre wyniki w szkole wcale nie gwarantują świetlanej przyszłości. O wiele ważniejsza jest umiejętność radzenia sobie ze stresem, komunikatywność czy elastyczność. Dowiedziałam się o tym zbyt późno... 


2. Idź na studia. Bez wykształcenia wyższego nić dobrego Cię nie czeka.

źródło: http://www.newsweek.pl/g/i.aspx/680/0/newsweek/635398281250062400.jpg

Kolejna bujda na resorach. Przemyślenia podobne jak w punkcie drugim. Chociaż ze studiami jest jeszcze gorzej niż ze szkołą. Sama poszłam na studia tuż po zdanej maturze. Teraz myślę, że to był błąd. Jako 19-latka nie miałam pojęcia co chcę w życiu robić. Wybrałam kierunek studiów na "przypał". Teraz męczę się już 4 rok, chociaż czasami jest fajnie. Gdybym dzisiaj wybierała studia poszłabym zupełnie inną drogą! Wpadłam w pułapkę, że trzeba iść na studia, że tak wypada. Jeszcze ludzie powiedzą, że jak nie poszłam to matury na pewno nie zdałam i nie chcę się przyznać. Apeluję do wszystkich, którzy dopiero stoją przed takim wyborem. Jeśli jeszcze nie wiesz co chcesz w życiu robić daj sobie rok lub dwa, idź do jakiejś choćby najgorzej płatnej pracy, daj sobie czas, poczytaj o interesujących Cię kierunkach, sprawdź jakie są perspektywy pracy, porozmawiaj z bardziej doświadczonymi i dopiero wtedy podejmij ŚWIADOMĄ decyzję. Młodzi ludzie nie wiedzą co chcą w życiu robić, a presja społeczeństwa zmusza ich, żeby szli na studia.


3. Jak już studia masz za sobą to teraz czas na CHŁOPAKA/DZIEWCZYNĘ. No musisz sobie kogoś w końcu znaleźć, a tylko nie wpadnij, bo ciąża to Ci życie zrujnuje.

źródło: http://akphoto2.ask.fm/624/943/483/-259996984-1stnl26-c5f124mdafnh58a/original/532993_419193438113056_1220865944_n_large.jpg


Jak ja uwielbiam takie teksty. Nie ma to jak wmawiać człowiekowi, że jest gorszy,bo nie znalazł jeszcze partnera. Ba! Może nawet jeszcze nie szukał. Ale co tam, pogadamy sobie, przecież my mamy doświadczenie życiowe. A tekst o ciąży to już w ogóle przegięcie na pełnej petardzie. Wokół nas są sami wróżbici, którzy po prostu wiedza jak potoczy się Twoje życie z dzieckiem w młodym wieku,  a dzieckiem lepszego rozdania - planowanym. Oczywiście ciąża nastoletnia jest trudna, wymaga wielu wyrzeczeń, ale tak naprawdę często hartuje młodego człowieka, uczy odpowiedzialności, jest ogromną motywacją. Znam wiele osób, które zaliczyły wpadkę i żadna z nich nie ma zrujnowanego życia. Nie wiem skąd się bierze takie dziwne przeświadczenie. Oczywiście, w niektórych przypadkach taka ciąża będzie tragedią, ale raczej ma to związek z brakiem dojrzałości. (Jak ktoś wychował emocjonalnego sierotę to taka osoba i wieku 40 lat nie będzie gotowa na dziecko.)


4. Zwiedzaj świat! Bo przecież podróże kształcą... zwykle jednak nikt nie dodaje, że tylko tych co chcą się kształcić.

źródło: http://ro.malanow.pl/img/42985/f21ed7c175d86527ee0f115f64c668fc/1920x1200.jpg


Rozumiem, że niektórzy lubią się pochwalić zdjęciami na fejsiku, że byli w Egipcie (ponoć co 3 Polak tam był). Ale przykro się patrzy, że ktoś zwiedza dla szpanu. Bo właściwie co zwiedza? Plaże, baseny i bary. Wow! No robi to wrażenie (ironia). Nie żebym miała coś do ludzi, którzy jadą za granicę odpocząć i się poopalać. To nic złego, wręcz przeciwnie, każdy ma prawo relaksować się gdzie chce i jak chce! a innym wara do tego. Co więcej mogą się tym chwalić na fejsie. Chodzi mi jedynie o to, że niektórzy mówią o tym, że świat zwiedzili, że tu i tam byli, a tak naprawdę nic nie widzieli i niczego się nie nauczyli. Nie miałabym śmiałości powiedzieć, że zwiedziłam Włochy, będąc tylko na plaży, a nawet nie zaglądając do sławetnego i wiecznego miasta Roma. Podróżowanie nie jest dla każdego takie samo, nie każdego kształci i tak naprawdę nie musi. Denerwuje mnie jedynie powtarzanie takiego banału, który w dodatku bardzo mija się z prawda.


5. Zanim założysz rodzinę wyszalej się! To dla mnie najbardziej zagadkowe hasło.
Co znaczy tajemne słowo "wyszalej się"? Może ktoś mi to wytłumaczy? To znaczy, że mam zwiedzić okoliczne kluby, upijać się i żyć beztrosko? A może, że mam poświęcić się czytaniu książek i wyżej wspomnianemu zwiedzaniu świata? Jak kots kaze mi się wyszaleć, to niech jeszcze doda w jaki sposób to zrobić. Moim zdaniem nie da się wyszaleć, bo nie można korzystać z rozrywek, przyjemności i życia na zapas. Trzeba czerpać na życia garściami na każdym jego etapie! I to na przeróżne sposoby.  Ja nie mam koncepcji co to znaczy, ale wiem, że i z rodziną można się wyszaleć i mając rodzinę można odkryć nowe formy szaleństwa.  



Powyższe rady jak widać są mało konkretne i według mnie bezużyteczne. Jednak z grzeczności ich wysłuchuje, myśląc sobie w duchu, co za dyrdymały. Jak dla mnie można je sobie w buty włożyć. Niech każdy żyje po swojemu! Marze o tym, że te schematyczne życia odejdę kiedyś do lamusa i każdy będzie szczęśliwie żył dla siebie i popełniał mniejsze i większe błędy. Jak dobrze pójdzie to może coś się z nich nauczy. ;)